Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

                  Stach z Warty

Szukalski-wikipedia

 

Stanisław Szukalski, inaczej: Stach z Warty (1893-1987) — „rzeźbiarz, heretyk, Patriota” [ 1 ], poganin-ateista, jeden z najgenialniejszych polskich rzeźbiarzy przez niektórych uważany za artystę porównywalnego z Michałem Aniołem i Leonardo da Vinci; propagował ideę sztuki narodowej wypływającej z indywidualności narodu.

Życie

Urodził się w rodzinie kowala, która w roku 1907 wyemigrowała zarobkowo do USA. Większość dorosłego życia spędził w Chicago. Już w wieku 14 lat zaczął uczęszczać do Institute of Art w Chicago, gdzie szybko zwrócono uwagę na jego nadzwyczajny talent. W roku 1910 został przyjęty na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie na prawach studenta nadzwyczajnego (z uwagi na młody wiek i przyjęcie bez egzaminów, tylko za szkic „kolano modelki”). W trakcie studiów otrzymuje pierwsze nagrody i odznaczenia oraz wystawia swoje prace. Studia przerywa w związku ze swą bezkompromisową postawą. Wraca do Chicago w roku 1913 i rozpoczyna — trwający do 1939 r. — najważniejszy okres swej pracy twórczej. Jego osobowość, twórczość oraz skrajnie antyinstytucjonalne i indywidualistyczne poglądy wywarły znaczny wpływ na życie artystyczne Chicago. W związku z wrogością wobec krytyków sztuki oraz niechęcią do sprzedawania prac, nie zaistniał na chicagowskim rynku sztuki oraz przez długi okres mocował się z ubóstwem.

W roku 1923 bogato się żeni i w atmosferze skandalu decyduje się opuścić Chicago wyjeżdżając do Europy. W roku 1925 bierze udział w Międzynarodowej Wystawie Nowoczesnej Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu, gdzie otrzymał Grand Prix, Dyplom Honorowy oraz Złoty Medal). Wygrywa też wileński konkurs na projekt pomnika Mickiewicza. Protest opinii publicznej spowodował, że pomnik został wykonany w oparciu o inny projekt. W 1929 roku organizuje w Krakowie „Szczep Szukalczyków Herbu Rogate Serce” oraz czasopismo „Krak”. W tym samym roku wraca do Stanów — jedynego miejsca, gdzie według niego rozwija się żywa kultura i sztuka. Tym razem osiedla się w Hollywood. Tutaj m.in. tworzy projekty scenograficzne do filmów Cecile de Milla.

W Polsce przebywa jeszcze w latach 1936-1939, przybywając do Polski na stałe na zaproszenie i za pokryciem kosztów przez Ministra Sztuki i Kultury, Ignacego Matuszewskiego. Wojewoda śląski, Michał Grażyński, zostaje jego mecenasem. W Warszawie od rządu polskiego otrzymuje wielką pracownię. Zainicjowany zostaje projekt budowy Narodowego Muzeum Szukalskiego. Zniweczyła to wojna. Wiele prac Szukalskiego, uznanych przez hitlerowców za „sztukę zdegenerowaną”, zostało zniszczone w czasie ataku na Polskę w roku 1939, większość rozkradli rodacy.

W 1939 r., bez dorobku życia, Szukalski na stałe wraca do USA, gdzie przez długi czas boryka się z biedą. Wówczas też zaczyna tworzyć pseudonaukę pod nazwą Zermatyzm — o powstaniu i rozwoju cywilizacji, w której m.in. stara się dowieść, że język zbliżony do polskiego był prajęzykiem. Można zauważyć, że jest to dowód na to, że nie we wszystkich dziedzinach brak uniwersyteckiego wykształcenia można nadrobić pracą i talentem własnym. W latach 70. jego sponsorem zostaje Glenn Bray, któremu w testamencie Artysta pozostawił cały swój dorobek znajdujący się w USA. Bray utworzył Archives Szukalski, które zajmuje się gromadzeniem, reprodukowaniem i promocją twórczości Szukalskiego.

Po śmierci jego prochy zostały rozsypane nad wulkanem Rano Raraku na Wyspie Wielkanocnej.

Poglądy

Reprezentował bardzo specyficzny rodzaj patriotyzmu czy nawet nacjonalizmu: antytradycjonalistyczny, nawiązujący do symboliki i wartości słowiańskich (godłem Polski miał być Toporzeł; ważny elementem tego programu był przedstawiony w 1936 r. projekt „Duchtyni” – miejsca kultu Słowiańszczyzny, znajdującego się na dnie Smoczej Jamy na Wawelu). Pisał: „Nie miałem czasu dla Boga, gdyż to miejsce było zajęte przez samo słowo ‚Polska’, której oddałem każdą minutę myśli oraz całą twórczą energię”. Oczywiście nie uznawał Biblii, którą uważał za wytwór prymitywnych koczowniczych nomadów pustynnych stojących na niższym poziomie kulturalnym niż nasi prasłowiańscy protoplaści. „Świętą Ewangelią” były dla niego podania i baśnie słowiańskie.

Pomimo swego „anarchizującego ducha oporu” wobec zastanego systemu i sprzeciwu wobec tradycji w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności, od jego chicagowskich przyjaciół z artystycznej bohemy różni go jawna niechęć do idei socjalistycznych (lecz do śmierci pozostała mu fascynacja Piłsudskim). Głosi kult skrajnego indywidualizmu, odrzucając jednak ideę nadczłowieka: „Nie wierzę w Nietzscheańskiego nadczłowieka — więc nie oskarżajcie mnie, że za takiego się uważam. Pozostawiam wszystkich zrównoważonych ludzi tam gdzie biologicznie przynależą i nazywam ich normalnymi. Jeśli chodzi o innych, którzy nie potrafią posłużyć się umysłem w normalny sposób, to klasyfikuję ich jako niezupełnie normalnych i pośledniejszych”.

W jego wizji integracji europejskiej — Neuropy, nie obejmującej jednak Anglii, Francji, Niemiec i Włoch — Polsce przypadała rola czołowa. Za warunek tego uznał jednak odkrycie „dawnego ducha narodu” zduszonego chrześcijaństwem.

Sztuka

Jego sztuka cechuje się eklektyzmem formy (przeplata się w niej prymitywizm ze stylistyką awangardową) oraz bardzo bogatą treścią, zawierającą filozoficzne przesłania, wymagającą na ogół komentarzy i interpretacji autorskich. Porzuca naturalizm na rzecz głębi wyrazu, którą osiąga zwłaszcza poprzez deformacyjne uwypuklanie pewnych cech czy motywów swych dzieł. Jego program artystyczny objął ponadto kształcenie na zasadzie mistrz-uczeń w ramach Twórcowni.

Wywoływał liczne skandale. W czasie ekspozycji jego rzeźb w chicagowskim Instytucie sztuki w roku 1916 zniszczył publicznie przyznane mu wyróżnienie twierdząc, że jurorzy nie są uprawnieni do oceny jego prac. W roku następnym demoluje swą wystawę w związku z cenzurą jednej z prac. W okresie współpracy ilustratorskiej z Literary Times publikuje prace szokujące mieszczańskie gusta oraz kontestujące obowiązujące normy. Jego życie utkane było coraz to nowymi skandalami.

Wielki zapomniany

Jako ciekawostkę można podać, że Leonardo Di Caprio spędził w domu Szukalskiego sporą część dzieciństwa. „Postać zbuntowanego młodego artysty z filmu Titanic jest jego hołdem dla zmarłego w Los Angeles 1987 Stacha z Warty Szukalskiego” (Wikipedia). W roku 2000 przy wsparciu artysty komiksowego George’a Di Caprio oraz jego syna — Leonardo, w Laguna Art Museum w Los Angeles odbyła się wystawa prac Szukalskiego pt. „Struggle: The Art of Szukalski” (Walka: Twórczość Szukalskiego). George i Leonardo Di Caprio byli też autorami wstępu wydanego wówczas monograficznego albumu o Szukalskim.

Niepoprawność ideologiczna oraz radykalna niechęć do krytyków sztuki oraz systemu galeryjnego stały się przyczyną dla którego większość współczesnych krytyków uważa jego dzieła za bezwartościowe. W wyniku tego twórczość jednego z najwybitniejszych polskich twórców pozostaje w kraju niemal nieznana.

Biografia zaczerpnięta z www.racjonalista.pl

 

Wacyk Antoni „Gniewomir”

wacyk

s. Karola i Erazminy ze Żmigrodzkich, ur. 22 XI 1905 w Kuryłówce Murowanej (Podole zazbruczańskie).

W l. 1918-1920 był uczniem Polskiego Gimnazjum Społecznego w Kamieńcu Podolskim i harcerzem III Kamienieckiej Drużyny Harcerskiej. Rodzina przeniosła się w granice II RP, jednak jej część pozostała na znajdującej się w składzie ZSRR Ukrainie.

Maturę zdał we Lwowie w 1926 r. Następnie wstąpił na Wydział Prawa UJK we Lwowie. W okresie od 15 X 1927 do 21 IV 1928 ukończył SPR Piech. w Gródku Jagiellońskim w stopniu plutonowego pchor. W 1932 r. mianowany ppor. rez.

 

Od 11 XII 1928 ponownie na Wydziale Prawa UJK, który ukończył w 1932, otrzymując stopień mgr praw.

Pracował jako urzędnik pocztowy we Lwowie.

W 1935 poślubił Felicję Leokadię z d. Loewenstamm (1898-1970), małżeństwo bezdzietne.

Jesienią 1937 r. zostaje przeniesiony do Warszawy na stanowisko referendarza w Ministerstwie Poczt i Telegrafów. Latem 1939 awansuje na stanowisko sekretarza wiceministra tego resortu (był nim płk Tadeusz Argasiński).

Po przybyciu do Warszawy zetknął się z działalnością „Zadrugi”, wchodząc w skład jej zespołu redakcyjnego, przyjmując zadrużne imię – „Gniewomir”. Publikując w czasopiśmie „Zadruga” używał (poza w/w) pseudonimów: „Mieczysław Nowica”, „Michał Pohost”, „W. Sikorski”. Zadrużanką została też jego żona Felicja.

We wrześniu 1939 r. ewakuowany wraz z personelem Ministerstwa PiT, 17 IX przekroczył w Kutach granicę rumuńską. Przez Rumunię i Jugosławię w I 1940 dotarł do Francji, gdzie zgłosił się do Stacji Zbornej WP w Paryżu. Odbył staż w armii francuskiej, następnie służył w 12 pp. Ewakuowany do Wlk. Brytanii na pokładzie s/s „Chorzów” służył nadal w WP. W trakcie służby ukończył kurs dla tłumaczy( Edynburg 1942) i kurs administracyjny (Londyn 1943). Zetknięcie się z rzeczywistością społeczną i kulturalną Wlk. Brytanii umocniło jego przekonania zadrużne (zwłaszcza, gdy chodzi o oddziaływanie protestantyzmu, szczególnie kalwinizmu na życie społeczne), a fascynacja wieloma rozwiązaniami brytyjskimi będzie trwała i widoczna w jego pracach, a także w prywatnych wypowiedziach. Wydawał tam biuletyn „Goreją Wici”, propagujący idee zadrużne.

W 1945 r. w Szkocji publikuje książkę „Kultura bezdziejów”, będącym popularnym wykładem poglądów Zadrugi na historię Polski i Słowiańszczyzny.

W VI 1946 powraca do kraju osiedlając się początkowo w Częstochowie, gdzie przebywała jego żona i jej rodzina. Nawiązuje ponowny kontakt z Janem Stachniukiem i ocalałymi z wojny zadrużanami. Jesienią t. r. osiedla się w Zabrzu, gdzie wraz z Józefem Słonczyńskim zakłada olejarnię, a następnie modelarnię dla odlewów hutniczych (kierowaną przez Słonczyńskiego). Te ostatnie przedsięwzięcie zapewniło mu źródło utrzymania i umożliwiło wspieranie finansowe druku prac Stachniuka, to drugie było także założonym celem tych przedsięwzięć. W tym czasie nastąpiły różnice zdań między nim a Stachniukiem na tle taktyki środowiska zadrużnego w nowej rzeczywistości politycznej oraz jakości osób werbowanych przez Bogusława Stępińskiego. Był to element w najlepszym wypadku kosynierski, a więc w ówczesnym stadium rozwoju Zadrugi – raczej balast. Stachniuk był innego zdania.(Wacyk, Jan Stachniuk…t I, s.201).

Od III 1948 r. zamieszkał we Wrocławiu, zatrudniając się jako urzędnik w Nadodrzańskich Zakładach Przemysłu Organicznego „Rokita” w Brzegu Dolnym. Jego kontakty ze „Stoigniewem” i środowiskiem zadrużnym uległy wstrzymaniu, na co wpływ miało też aresztowanie Stachniuka i ogólne warunki panujące w okresie stalinowskim. W 1954 r. przesyłał niewielkie sumy pieniędzy p. Franciszce Stembrowicz, utrzymującej kontakt z uwięzionym wówczas twórcą Zadrugi.

W 1955 Stachniuk po wyjściu z więzienia odnowił z nim kontakty, które trwały aż do jego śmierci w 1963 r. Był jedną z osób, które sfinansowały pierwszy nagrobek „Stoigniewa” na Cmentarzu Powązki Wojskowe w Warszawie. Wacyk utrzymywał też więź z innymi osobami ze środowiska zadrużnego w kraju (J. Brueckmann, M.S. Czarnowski, J. Kłopocka, B. Stępiński, D. Tilgner) i za granicą (W. Kwaterniak, T. Then), a także z ocalałą z wojny siostrą Stachniuka i jej rodziną (Maria Witwicka zam. po 1945 r. w Bystrzycy Kłodzkiej).

W 1969 przetłumaczył „Człowieczeństwo i kulturę” na język angielski usiłując zainteresować tym tekstem jakiegoś wydawcę w krajach anglojęzycznych, pomagali mu w tym T. Then i D. Tilgner, bez rezultatu.

W 1971 przechodzi na emeryturę nadal mieszkając we Wrocławiu.

W 1971 otrzymał od Damazego Tilgnera maszynopisy 3 nie wydanych prac Stachniuka („Chrześcijaństwo a ludzkość”, „Mit słowiański” i „Drogi rewolucji kulturowej w Polsce”). Wykonał ich kopie zaopatrując je w skorowidze i sprawdzając cytaty, maszynopisy te posłużyły jako podstawa do pierwszych wydań tych pozycji po 1989r.

Usiłował w sposób bardzo ostrożny przypominać o dorobku zadrużnym w postaci listów do gazet przy okazji poruszenia przez kogoś tego zagadnienia, a także pozyskać nowych zwolenników. W l. 70-tych nawiązali z nim kontakt Zdzisław Słowiński i Stanisław Potrzebowski. W początkach lat 70-tych kontaktował się z nim Bolesław Tejkowski, znajomość ta uległa zerwaniu po tym jak pożyczył on od Wacyka egzemplarze przedwojennej „Zadrugi” następnie odmawiając ich zwrotu.

Po śmierci żony Felicji zawarł małżeństwo z Kazimierą Grygier, także bezdzietne (miał jednak 2 pasierbów z poprzedniego małżeństwa drugiej żony).

Swoje teksty, będące także komentarzami do wydarzeń bieżących, przepisywał ma maszynie i rozpowszechniał w kręgu osób zainteresowanych. Niektóre doczekały się druku po 1989, część zaginęła.

W 1988 opracował obrzęd postrzyżyn dla rodziny Zdzisława Słowińskiego, które zostały odprawione na Ślęży.

W 1990 rozpoczął współpracę z kierowanym przez Zdzisława Słowińskiego wrocławskim Wydawnictwem „Toporzeł”. Opublikował tam broszury popularnie wyjaśniające poglądy zadrużne. Brał też udział w opracowaniu nowych wydań prac Stachniuka, jakie wyszły w tym wydawnictwie.

Pisał także wiersze, ale nie posiadał poważnego talentu poetyckiego.

Po 1989 prowadził bogatą korespondencję z osobami zainteresowanymi treścią jego publikacji.
Zmarł we Wrocławiu 23 VIII 2000. Pochowany na Cmentarzu Grabiszyn (Wrocław).

Opracował: Tomasz Szczepański

Źródła:

świadectwo ukończenia SPR Piech. nr 10, indeks;
dowód osobisty studenta UJK;
absolutorium;
dyplom, pismo Ministerstwa Poczt i Telegrafów z 1936 r.;
legitymacja pracownika Ministerstwa Poczt i Telegrafów nr 353;
przepustka do Cytadeli Warszawskiej;
Bilet de Identitate nr 568 (rum.);
arkusz ewidencyjny; Allied Military Identity Card no A 20196;
zaświadczenie Ministerstwa Odbudowy Administracji Publicznej o ukończeniu kursu, Londyn 31 VIII 1943;
pełnomocnictwo z Nadodrzańskich Zakładów Przemysłu Organicznego „Rokita” Brzeg Dolny 4 V 1949;
legitymacja członkowska ZZ Pracowników Przemysłu Chemicznego RP;
legitymacja wojskowa oficera rezerwy;
świadectwo ukończenia kursu rachunkowości z 1961r.;
legitymacja pracownicza;
legitymacja ZZ Emerytów Rencistów i Inwalidów;
wyciąg z aktu zgonu Felicji Leokadii Wacyk, – kserokopie w zbiorach autora.
Fotografia z wierszem Świąszczyca w zbiorach autora.
IPN 00231/153 t 1. k 1-30 (Informacja o „Zadrudze”, z 21 IV 1950);
List do Tomasza Szczepańskiego – w zbiorach autora.
Grott. B. Religia cywilizacja, rozwój. Wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003
Redakcja Zmarł Antoni Wacyk „Odala” nr VII, lato 2001
Słowiński Z. Pożegnanie Antoniego Wacyka „Odala” nr VII, lato 2001
Szczepański T. Ruch zadrużny i rodzimowierczy w PRL w latach 1956-1989 „Państwo i Społeczeństwo” 4/2009
Szczepański T. Rozmowa z dr Stanisławem Potrzebowskim, naczelnikiem Rodzimej Wiary, „Trygław” 12 (2010)
Tenże Rozmowa z dr Zdzisławem Słowińskim, właścicielem Wydawnictwa Toporzeł, tamże
Tenże Działalność polityczna Bolesława (Bernarda) Tejkowskiego do 1989r. w: „Religia. Polityka. Naród…”, red. R. Łętocha, Kraków 2010
Informacje ustne: Brueckmann Józef, Kołowrocki Andrzej.

Bibliografia prac:

Druki zwarte:

Kultura Bezdziejów Szkocja 1945 (wyd. II Wrocław 2010)
Jan Stachniuk 1905-1963. Życie i dzieło, t I 1976, t II 1978, t III1984, mps pow. kserokopia w zbiorach autora
Mit polski Zadruga Wrocław 1991 (wcześniej mps. pow. w 1989 20 egz. i w 1990 40 egz.)
Rymy zadrużne Wrocław 1992
Filozofia polska – Zadruga Wrocław 1994
Na pohybel katolictwu – Zadruga Wrocław 1995

Artykuły:

Słowiańszczyzna „Głos Wolnych” 1/1948
Siła chrześcijaństwa „Głos Wolnych” 4/1948
Sprostowanie „Najwyższy Czas” 2/1996
Wprowadzenie do J. Stachniuk „Człowieczeństwo i kultura” Wrocław 1996
Przedmowa do J. Stachniuk „Chrześcijaństwo a ludzkość” Wrocław 1997 (rkps 1989)
Jan Stachniuk 1905-1963. Próba charakterystyki, „Trygław” nr 2, wiosna 1998
Kolejna klęska i kolejne złudzenia polakatolika, „Trygław” nr 12, wiosna 2010 (rkps 1982)

Tłumaczenia:

Z języka ukraińskiego:
Łozko H.S. Rodzima wiara ukraińska, Wrocław 1997

 

Źródło: http://www.niklot.org.pl/slownik-biograficzny/37-w/82-wacyk-antoni-gniewomir.html

 

 

      Stoigniew

 

4

 

Zadruga – nepoganizm w służbie narodu

Autor: Robert Jurszo

 

W lutym 1945 roku Mieczysław Adamek przyjechał do zrujnowanej Warszawy. Kilka miesięcy wcześniej, jako powstaniec warszawski, został przez Niemców zamknięty w obozie w Pruszkowie. Udało mu się zbiec z transportu do III Rzeszy. Dotarł do Częstochowy, ale postanowił wrócić do oswobodzonej stolicy. Przed wojną dał się poznać jako charyzmatyczny lider osobliwej grupy neopogańskich intelektualistów.

 

Nacjonalista od najmłodszych lat

Naprawdę nazywał się Jan Stachniuk, „Mieczysław Adamek” to pseudonim powstańczy. Urodził się 13 stycznia 1905 roku w Kowlu na Wołyniu, w rodzinie robotnika kolejowego. Po ukończeniu czterech klas szkoły podstawowej rozpoczął pracę w fachu ojca. Jednak ambicja pchała go dalej i uczył się samodzielnie w domu, chcąc zdać maturę jako ekstern. Praca zbyt często wchodziła w konflikt z wymogami kształcenia, dlatego Stachniuk porzucił ją, by zostać uczniem Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Kowlu, gdzie też zdał egzamin maturalny.

W 1930 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu. Wstąpił w szeregi Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej (ZPMD). Został redaktorem odpowiedzialnym „Życia Uniwersyteckiego”, poznańskiego organu prasowego ZPMD; tam też opublikował swoje pierwsze artykuły. Po latach w jednym z wywiadów przyznawał, że wybierając ZPMD jako swoją macierzystą organizację polityczną, działał nieco z przypadku. Wybór ten poprzedzony był rozczarowaniem, jakie spotkało go w gronie członków Młodzieży Wszechpolskiej, do której skierował się tuż po przyjeździe do Poznania. Uważając się już od lat młodzieńczych za nacjonalistę, skonstatował, że jego rozumienie nacjonalizmu koliduje z tym, które ożywia ducha tej organizacji.

Stachniuka już na wczesnym etapie politycznego rozwoju fascynowało tempo zmian zachodzących w Związku Radzieckim. W „Uwagach o piatiletce” pisał: „Za zasłoną frazesów nudnawych materialistów widnieje olbrzymiej doniosłości dorobek piatiletki, wybitnie nie materialnej natury. Tkwi on w fakcie stworzenia człowieka nowego, zdolnego do działania pod wpływem innego niż interes osobisty motywu. […] Eksperymentalnie została dowiedziona możliwość opanowania grup wytwórców przez nastrój społeczny i oparcia na tym prawidłowej planowej produkcji. Doniosłość tego faktu jest epokowa”. Fascynacja mocą radzieckiego planizmu brała się – po części – z rozczarowania, które było udziałem wielu intelektualistów lat trzydziestych XX wieku: spowodowanej Wielkim Kryzysem utraty wiary w kapitalizm. Jeden z głównych ideologów obozu narodowego Wojciech Wasiutyński napisał: „Na wszystkich ludziach, którzy dojrzewali w późnych latach dwudziestych i wczesnych trzydziestych – wycisnął niezatarte piętno wielki kryzys gospodarki. Młodzi ludzie z lat trzydziestych przyjmowali za pewnik, że kapitalizm się kończy”. Stachniuk był tego samego zdania co do przyszłości tego systemu gospodarczego. Szybko w swoim politycznym i intelektualnym rozwoju zaczął łączyć ze sobą, z jednej strony, wątki nacjonalistyczne, a z drugiej – kolektywistyczno-planistyczne. Była to nowość w uniwersum idei politycznych II Rzeczypospolitej.

 

Kolektywistyczny nacjonalizm

Pierwsza książka Stachniuka Kolektywizm a naród opierała się właśnie na syntezie tych elementów. W nacjonalizmie istotne były dlań elementy motywujące naród do dokonywania wysiłku twórczego, zakładające całkowite podporządkowanie interesów jednostki celom wspólnoty. Z kolei w ideach kolektywistycznych i planistycznych widział efektywne narzędzie scentralizowanej organizacji życia społecznego i gospodarczo-ekonomicznej działalności narodu. Książka – poza jedną recenzją, niezbyt zresztą pochlebną – przeszła w zasadzie bez echa.

Drugie dzieło, o nieco przydługim tytule Heroiczna wspólnota narodu – kapitalizm epoki imperializmu a Polska, spotkało się już z większym odzewem i zainteresowaniem. Wydane w 1935 roku, dwa lata po pierwszej książce, stanowiło spójną propozycję nowego ustroju politycznego, społecznego i gospodarczego dla Polski. Po raz pierwszy Stachniuk użył w niej terminu „Zadruga”, który oznaczał słowiańską wiejską wspólnotę gospodarczo-rodową. Posłużył się nim, bo pojęcie „kolektywizm” wywoływało w Polsce niechętne reakcje, budząc uzasadnione skojarzenia z sowiecką Rosją. Stachniuk kontynuował wątki obecne w pierwszej książce, związane z próbą syntezy kolektywizmu i planizmu z perspektywą nacjonalistyczną. Rozwinął również myśl, zgodnie z którą źródła złej kondycji państwa polskiego nie leżą tylko w okolicznościach zewnętrznych i historycznych, ale również w samym charakterze narodowym Polaków: cechach psychicznych, które nie sprzyjają dynamicznemu rozwojowi państwa. Pojawiło się kilka recenzji książki, zarówno publicystycznych, jak i naukowych. W większości te omówienia doceniały oryginalność myśli Stachniuka, ale ich autorzy krytycznie odnosili się do pomysłu importu rozwiązań gospodarczych pochodzących z Rosji radzieckiej. Stachniuk zaczął rozumieć, że sam musi stworzyć grupę, która przejmie i będzie popularyzowała jego idee.

 

Katolicyzm, czyli największy wróg Polski

W roku 1936 Stachniuk przeprowadził się do Warszawy, gdzie poznał kilka osób, które udało mu się przekonać do własnych poglądów: braci Stanisława i Józefa Grzanków, Ludwika Zasadę, Tadeusza Thena i dr Sabinę Różycką. Wraz z nimi w listopadzie 1937 roku wydał pierwszy numer miesięcznika „Zadruga. Pismo nacjonalistów polskich”. Stanisław Grzanka w manifeście Kim jesteśmy? pisał: „Jesteśmy nacjonalistami, bo cel nasz ostateczny upatrujemy w narodzie. Zgłodniali jesteśmy Wielkości – Wielkość Narodu jedynie głód nasz zaspokoi. [...] Dla nas Nacjonalistów Polskich jest oczywistym, że Wielkość Narodu nie może być zbudowana, gdy jego zbiorową duszę nadal wypełniać będą te same treści duchowe, pod których przemożnym naciskiem historia Polski toczy się, a obraz jej wzbudza w nas tragiczne odczucia”. Ową „treścią duchową” odpowiedzialną za złą kondycję Polski był katolicyzm. Stąd lejtmotywem, który przewija się przez całe dwa lata istnienia pisma i nadaje mu ton, jest nieprzejednana krytyka tej postaci chrześcijaństwa. Rola katolicyzmu w dotychczasowej historii Polski jest przez środowisko „Zadrugi” oceniana jednoznacznie negatywnie. Jest on – wedle autorów pisma – winien cywilizacyjnego zapóźnienia Polski. Katolicyzm uformował charakter narodowy współczesnych Polaków, który skłania ich raczej do kwietyzmu, aniżeli wytężonej pracy na rzecz rozwoju kraju. Stachniuk, w wywiadzie udzielonym pismu „Perspektywy” w 1939 roku, mówił: „Trzonem polskiego charakteru narodowego jest personalizm, tj. indywidualizm wegetacyjny. Jest to produkt skatoliczenia narodu w epoce saskiej (od ks. Skargi). Istotą jego jest traktowanie izolowanej jednostki jako fundamentu całej koncepcji życia w ogóle”. Stachniuk przeciwstawiał temu zadrużną wizję życia i roli człowieka w świecie, artykułując jednocześnie podstawy światopoglądowe tej grupy: „Wszechświat rysuje się nam jako bujny potok żywiołów, w którym życie chce założyć swoje bazy, opanować, podporządkować sobie. W człowieku zaś występuje głęboki popęd ku twórczości, będącej w swej istocie wolą władztwa nad bytem. Wola twórczości płynie od wewnątrz człowieka, […] człowiek jest tylko formą, w której wola twórczości przebiega. Dla niej jednostka jest tylko narzędziem”. Człowiek był więc dla niego jedynie środkiem istniejącej w świecie woli tworzycielskiej: najwyższą wartością nie było ludzkie życie, ale twórczość, aktywny stosunek względem świata. Katolicyzm faworyzował – zdaniem Stachniuka – kontemplację kosztem życia aktywnego, co doprowadziło do cywilizacyjnego zapóźnienia Polski i wszystkich związanych z tym dziejowych klęsk, z rozbiorami włącznie. Najpełniej to stanowisko wyartykułował on w książce, która ukazała się już u progu II wojny światowej Dzieje bez dziejów – teoria rozwoju wewnętrznego Polski. Napisał tam, że „powtórne zdynamizowanie kościoła katolickiego po soborze trydenckim pozwoliło na bezwzględne opanowanie znacznych połaci Europy […]. W pełni udało się to tylko w Hiszpanii, Włoszech i w Polsce. Zdecydowało to o kierunku rozwoju tych narodów”. Naczelnym zadaniem Zadrugi była więc walka o „odkatoliczenie” Polski.

Święty wąż w wannie

I właśnie w świetle tej misji należy rozpatrywać zwrot zadrużan w stronę neopogaństwa. Zadrużanin Antoni Wacyk pisał: „Bałwany zostawmy bałwanom. Do starożytności słowiańskiej sięgamy nie po to, by wskrzeszać prymitywne wierzenia, odświeżać formy dawno zamarłe; zwracamy się do naszej pogańskiej przeszłości jako kolebki duchowej dlatego, że w naturalizmie pierwotnej Słowiańszczyzny widzimy prawidłowy, zdrowy etap historycznego rozwoju polskiego człowieka”. Nie chodziło więc o restytucję religii pogańskiej w jej dawnym kształcie, ale raczej próbę czerpania z jej „ducha” i systemu wartości. I to oczywiście było dyskusyjne, z uwagi na niską wiedzę na temat przedchrześcijańskiej kultury słowiańskiej, ale – należy to ponownie podkreślić – nigdy Stachniukowi i „Zadrudze” nie chodziło o powrót do religii Świętowida czy Trzygłowa. Stosunek do tych dawnych form religijnych był czysto utylitarny: miały one dać Polakom taki system wartości, który skłoni ich do wysiłku na rzecz budowy – odwołując się do manifestu grupy – „Wielkości Narodu”. Neopoganizm w Stachniukowej perspektywie nie był celem samym w sobie, ale mitem, który motywuje do twórczego działania.

Reakcje na nowe pismo były w większości negatywne. Prasa narodowokatolicka z oczywistych względów miała do „Zadrugi” wrogi stosunek. Gdzie indziej wytykano zadrużanom neopoganizm, doszukując się w tym naśladownictwa niemieckiego nacjonalizmu. Tylko środowiska socjalistyczne entuzjastycznie przyjmowały antyklerykalizm środowiska Stachniuka. Poza głosami merytorycznymi pojawiały się i kpiny, choć te dotyczyły neopogańskich elementów jego działalności. Jeden z publicystów, mając na uwadze odbywanie przez grupę obrzędów nawiązujących do wierzeń przedchrześcijańskich, pokpiwał na temat rzekomego hodowania przez Stachniuka i jego zwolenników Świętego Węża w wannie. Wszystkie te głosy ujawniły to, co Stachniuk już wiedział: całkowitą niezgodę na jego myśl w Polsce.

 

Na powstańczych szańcach

Wybuch II wojny światowej oznaczał kres wydawania miesięcznika. Wokół grupy – mimo niechęci samego Stachniuka, który sens istnienia zadrużan widział w pracy metapolitycznej – zaczęli skupiać się ludzie pragnący uformować konspiracyjny ruch polityczny. Tak powstało Stronnictwo Zrywu Narodowego. Jego program był odbiciem zasadniczych idei zadrużnych: podniesienia poziomu cywilizacyjnego Polski, zorganizowania w niej bezklasowej nacjonalistycznej wspólnoty i przebudowy charakteru narodowego. Natomiast – zapewne po to, by w trudnych warunkach wojny nie zniechęcać do siebie potencjalnych zwolenników –całkowicie zrezygnowano z haseł antykatolickich. Wielu zadrużan wzięło udział w powstaniu warszawskim, walcząc na pozycjach wzdłuż ulic Mazowieckiej i Kredytowej. „Na tym odcinku – pisał Antoni Wacyk – walczył Stachniuk jako prosty szeregowiec. Dawał też dowody junackiej brawury, gdy w przerwach strzelaniny z obu stron walczących wychodził przed pozycje powstańcze i przechadzał się na oczach Niemców, w pełni świadomości, że ma wycelowane w siebie dziesiątku luf karabinowych”. Za swoją odwagę w walce Stachniuk został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Nadchodząca noc

Stojąc pośród ruin wyzwolonej Warszawy, Stachniuk wierzył, że jego idee – jeśli tylko przejmie się nimi nowa władza – pozwolą na powrót Polski do czasów potęgi i świetności. Zależało mu na ponownym skupieniu środowiska „Zadrugi” oraz wznowieniu działalności pisarskiej i publicystycznej. Chciał włączyć się w ciężką pracę na rzecz odbudowy kraju. Cechowała go w tym naiwność, która stanie się przyczyną jego tragedii. Powoli, choć nieubłaganie, zbliżała się noc stalinizmu, która – o czym jeszcze nie wiedział – miała go ostatecznie pochłonąć…

o upadku Powstania Warszawskiego uciekł z transportu i dotarł do Częstochowy gdzie ukrywał się, z pomocą rodziny Antoniego Wacyka, do czasu odejścia Niemców. W lutym 1945 wrócił do Warszawy. Damazy Tilgner „Jaromir” zwolennik jego poglądów i znajomy z konspiracji zaproponował mu pracę w „grupie operacyjnej” w Bydgoszczy przejmującej z rąk wojsk radzieckich poniemieckie zakłady przemysłowe w województwie pomorskim. Po zakończeniu jej działalności do czerwca 1945 pracował w Wojewódzkim Wydziale Przemysłowym w Bydgoszczy, korzystając z poparcia wojewody Zygmunta Felczaka. Następnie utrzymywał się z handlu, pisując też pod pseudonimami (A.Mieczkowski, M. Adamek) do dwutygodnika „Zryw” oraz dziennika „Ilustrowany Kurier Polski”. Zdając sobie sprawę z niesuwerennego charakteru Polski pojałtańskiej był jednak zwolennikiem legalnego odtworzenia ruchu zadrużnego. W związku z tym zadrużan pozostałych na emigracji namawiał listownie do powrotu do kraju[1]. Pozostając osobą prywatną i bezpartyjną starał się propagować swoje idee drukiem i poprzez swoich zwolenników tworzących zauważalną grupę w koncesjonowanym Stronnictwie Pracy. Zamieszkał w Bydgoszczy gdzie związał się z Franciszką Stembrowicz.

Korzystając ze wsparcia dawnych sympatyków, działaczy „Zrywu” i Stronnictwa Pracy (Zygmunt Felczak, Feliks Widy-Wirski), którzy po 1945 jako działacze koncesjonowanego SP otrzymali stanowiska państwowe wydawał legalnie swoje prace (zob. niżej). Nie został jednak – mimo starań i spełniania warunków formalnych – przyjęty do Związku Literatów Polskich. Nie udało mu się zalegalizować Zadrugi, a publikowane książki wywoływały wrogie reakcje zarówno w legalnej prasie krajowej jak i emigracyjnej. Śmierć Zygmunta Felczaka (1946) oraz zmiana ogólnej sytuacji kraju po 1948 r. wiążąca się też z politycznym upadkiem Widy-Wirskiego i SP pozbawiła Stachniuka punktu oparcia, jakim byli.

Istnieje teza że napisany przez Stachniuka memoriał pt. „Tragifarsa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”, będący ostrą krytyką sytuacji w Polsce, doprowadził do aresztowania go w 1949 przez UB. Teza ta nie może być prawdziwa, ponieważ nazwa „Polska Rzeczpospolita Ludowa” po raz pierwszy pojawiła się w 1952 roku w związku z wprowadzoną Konstytucją z 22.07.1952 zmianą nazwy państwa polskiego z istniejącej oficjalnie do tego dnia „Rzeczpospolita Polska”. Potocznie w kręgach lewicowych pastwo polskie było nazywane „Polska Ludowa”. Użycie w tytule zwrotu „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” świadczy, że rzeczony memoriał powstał po 1952 roku więc nie mógł być powodem aresztowania Stachniuka w roku 1949. Oczywistym jest, że w zachowanych dokumentach UB brak jest memoriału i nie ma o nim wzmianki w akcie oskarżenia[2]. Bezpośrednim powodem aresztowania było powiązanie członka redakcji „Zadrugi” Bogusława Stępińskiego z aresztowanym w 1949 Bolesławem Weszczakiem[3].

W pokazowym procesie prokurator Beniamin Wejsblech zażądał kary śmierci, jednak wyrokiem z 9 lipca 1952 roku Stachniuka skazano na 15 lat więzienia. Sąd Najwyższy wyrokiem z 24 grudnia 1953 roku zmniejszył tę karę do lat ośmiu, a po zastosowaniu amnestii kara wynosiła siedem lat. Razem z nim w tym procesie sądzeni byli: Teodor Jakubowski, Janina Kłopocka, Bogusław Stępiński. Stachniuka zesłano do jednego z najcięższych więzień (Barczewo), gdzie był bity i torturowany. Z niewoli wyszedł jako kaleka niezdolny do sprawnego życia. Nie powiodła się próba emigracji do Szwecji. 15 sierpnia 1963 roku zmarł w zakładzie leczniczym w Radości koło Warszawy. Został pochowany na cmentarzu na Powązkach Wojskowych[4].

Źródło: http://ioh.pl/ oraz http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Stachniuk

 

Smiley face
nszadrugaswinoujscie@gmail.com